PODRÓŻE

Sardynia – wyspa kontrastów

Na Sardynię polecieliśmy z nieco roszczeniową postawą. Kilka dni wcześniej wróciliśmy zachwyceni z Estremadury (tutaj znajdziecie wpis), więc podchodziliśmy do tego wyjazdu na zasadzie „I tak wiemy, że Hiszpania jest najpiękniejsza, ale ok, pokaż nam Sarydnio, co takiego masz do zaoferowania!”.

Widok na Cagliari z dzielnicy Castello

I rzeczywiście, kilka razy doznaliśmy rozczarowania. Przylecieliśmy dość późno w sobotę i chcieliśmy przekąsić coś na kolację. Zatrzymaliśmy się co prawda poza centrum Cagliari, ale byliśmy, delikatnie mówiąc, zdziwieni, że ulice są całkowicie opustoszałe! W sobotę wieczorem! W Hiszpanii to by było nie do pomyślenia. Znaleźliśmy w końcu otwartą knajpkę, ale mogliśmy zamówić wyłącznie frytki… ( i znowu myśl – gdzie są nasze pyszne hiszpańskie tapas dostępne o prawie każdej porze dnia i nocy w KAŻDYM barze?!). Na koniec kieliszek czerwonego wina za 5 euro przelał czarę goryczy i pomyślałam „no pięknie się zapowiadają nasze wakacje!” Swoją drogą, niezła kolacja – frytki i czerwone wino, co?

Jadąc z Cagliari do Alghero, gdzie mieliśmy spędzić kilka dni, krajobrazy po drodze też nie powalały na kolana. Trudno było nam uniknąć porównań z Hiszpanią. Po drodze zatrzymaliśmy się w Oristano, które, szczerze mówiąc, nie wyróżniało się niczym wyjątkowym. Ot, zwykłe miasto, nawet nieszczególnie urokliwe. Dopiero kiedy dotarliśmy na miejsce, Sardynia odkryła przed nami swoje prawdziwe piękno!

To tyle tytułem wstępu, a teraz włączcie jeden z włoskich wakacyjnych hitów (ten, ten lub ten) i ruszamy na wycieczkę!

Alghero

Alghero to taka namiastka Hiszpanii w Włoszech (obiecuję, że postaram się, żeby to było już ostatnie porównanie 🙂 ) i nie bez przyczyny – przez kilkaset lat było pod panowaniem Królestwa Aragonii, lokalni mieszkańcy zostali wygnani po nieudanej próbie buntu wobec najeźdźcy, a na ich miejsce przesiedlono mieszkańców z Katalonii, Walencji i Majorki. Stąd do tej pory ulice w Alghero mają 2 nazwy (włoską i katalońską), sporo budynków wybudowano w stylu gotyku katalońskiego, a w wielu restauracjach bez problemu można zamówić paellę, która wywodzi się właśnie z Walencji.

Co więcej, Alghero jest nazywane Barcelonetą, czyli małą Barceloną. Mnie osobiście fortyfikacje otaczające miasto od strony morza i rozpościerający się z nich widok przypominały Kadyks. I tak sobie tłumaczyłam mój zachwyt tym miastem, że dlatego mi się tak podoba, bo to zwyczajnie kawałek Hiszpanii na Sardynii, do czasu kiedy pojechaliśmy do Bosy.

Bosa

Bosa znajduje się 46 km na południe od Alghero. Regularnie kursują tam autobusy, ale zdecydowanie polecam udać się tam autem i koniecznie wybrać trasę widokową (Strada Panoramica)! Na Instagramie w wyróżnionych relacjach znajdziecie filmiki z tej malowniczej trasy, które tylko w minimalnym stopniu przedstawiają jej prawdziwy urok! Ta droga to istna bajka! Co kilka kilometrów zatrzymywaliśmy się na tarasach widokowych, żeby zrobić zdjęcia i podziwiać jak turkusowe morze (na Sardynii jest naprawdę TURKUSOWE!) rozbija się o strome skały. Dlatego właśnie lepiej wynająć auto – mimo, że Włosi są niezwykle uprzejmi, to nie sądzę, żeby kierowca zgodził się zatrzymywać po drodze na każdą prośbę podróżnych 🙂

Sama Bosa wcale nie ustępuje trasie pod względem uroku. Wjeżdżając do miasteczka najpierw ukazuje się rzeka, nad którą stoją kamienice. Po drugiej stronie widnieją domki (lub magazyny?), niektóre z nich zaadaptowane na restauracje. Po rzece pływają liczne łódki, a oba brzegi łączy stary, piękny most. Weszliśmy w głąb miasteczka i udaliśmy się wąskimi, stromymi uliczkami w stronę zamku usytuowanego na szczycie. Miałam wrażenie, że im wyżej, tym bardziej kolorowe i piękniej przystrojone domki. Z góry można podziwiać panoramę Bosy, pomarańczowe dachy i zieloną dolinę rzeki, która łączy się tutaj z morzem. To absolutne must see na Sardynii!

Sassari

Jednego dnia, kiedy pogoda nie sprzyjała plażowaniu, udaliśmy się do Stintino, wstępując po drodze do Sassari, drugiego po Cagliari miasta na Sardynii pod względem liczby mieszkańców. Szczerze? Nie polecam. Lubię klimatyczne miejsca, nawet jeśli ząb czasu pozostawił na nich swój ślad, ale tutaj przede wszystkim rzuca się w oczy nieład, zaniedbanie i zwyczajnie brud. Miałam wrażenie, jakby świat dawno zapomniał o tym miejscu. Smutny i ponury widok. Poza katedrą, która jest rzeczywiście imponująca i placem nieopodal, nie było tam gdzie spacerować.

Stintino

Lepiej od razu udać się na północy kraniec wyspy, gdzie znajduje się Stintino – mała wioska rybacka pełna kolorowych domków. Cudne miejsce! Sądzę, że w wakacje może być pełne turystów, ale poza sezonem widać, że nadal nie zatraciło swojego autentycznego klimatu.

Kilka kilometrów od Stintino leży piękna i dobrze zorganizowana plaża La Pelosa. Jeśli miałabym coś doradzić, to lepiej pominąć Sassari, zabrać stroje kąpielowe i udać się prosto do Stintino.

Cagliari

Na temat Cagliari mam dość mieszane odczucia. Moje pierwsze wrażenie było, delikatnie mówiąc, negatywne. Niby są tam dostojne kamienice z typowymi dla Włoch kolorowymi okiennicami, piękny ratusz i wąskie uliczki, czyli to, co urzeka mnie w miastach śródziemnomorskich, ale to co najbardziej rzuciło mi się w oczy, to zwyczajny syf! Śmietniki były na każdym kroku i przysłaniały te wszystkie elementy, które tworzą niepowtarzalny klimat, a śmieci i tak leżały na ulicach.

Port w Cagliari raczej nie zachęca do spacerów…

Mimo, że miasto leży nad morzem, to nie ma bezpośredniego dostępu do plaży, co jest sporym minusem podczas wakacyjnych wyjazdów. Nie ma mowy o wieczornych spacerach po plaży podczas zachodu słońca. Jest co prawda port, ale ten kto kojarzy chociażby marinę w Barcelonie, będzie bardzo rozczarowany. W Cagliari nie dojrzymy luksusowych jachtów i łódek, tylko ogromne promy pasażerskie, a okolica portu jak i położonego obok dworca autobusowego i kolejowego jest równie brzydka i wydaje się niebezpieczna.

Dzielnica Castello

Gdybyśmy byli tam tylko przejazdem lub zatrzymali się na jedną noc, zdecydowanie bym Wam odradzała wizytę w stolicy Sardynii. Prawdę mówiąc nawet szukałam na Bookingu ofert w innych miejscowościach, ale nie mogliśmy odwołać naszej rezerwacji. I pewnie dobrze się stało, bo spacerując dzielnicą Castello – najstarszą częścią górującą nad miastem i oddzieloną wysokim murem, poznaliśmy inne oblicze Cagliari.

Castello jest pełne przyjemnych knajpek usytuowanych w ukrytych placykach lub na tarasach widokowych, a zachody słońca na Bastione di Saint Remi lub na tarasie przy Via Santa Croce są najpiękniejsze w całym mieście. W sobotę na Bastione di Saint Remi trafiliśmy na milongę. Przez pół godziny nie mogłam oderwać wzroku od par tańczących tango. Coś pięknego! Z kolei po drugiej stronie placu znajduje się Caffè degli Spiriti z widokiem na panoramę miasta, gdzie w weekendy odbywają się imprezy pod gołym niebem. Świetna (nienadęta) atmosfera, fajna muzyka, no i widok na miasto nocą! Po tym wieczorze, który się nieco przedłużył, stwierdziłam, że jednak Cagliari da się lubić 🙂

Bastione di Saint Remi

Caffè degli Spiriti

Zapomniałabym! To co ratuje Cagliari, to plaża del Poetto. Co prawda jest oddalona kilka kilometrów od miasta, ale można się do niej dostać autobusem PQ, PF oraz PEX (w weekendy) z przystanku zaraz przy dworcu autobusowym. Plaża jest przepiękna, z niemal białym piaskiem i jaskrawo turkusową i widokiem na góry. Ciągnie się przez kilka, jeśli nie kilkanaście kilometrów.

Spiaggia del Poetto

Tak więc Spiaggia del Poetto, dzielnica Castello i zachody słońca sprawiły, że przekonałam się do Cagliari, aczkolwiek uważam, że to miasto jest pełne kontrastów.

Ze względu na ultra wąskie uliczki i trudności ze znalezieniem wolnego miejsca, nie polecam wypożyczania auta w Cagliari. Nie raz, widząc auta pozostawione w dziwnych miejscach, zastanawiałam się „Jak oni do cholery tu wjechali?!”

Plaże

Jak już wspomniałam, w okolicy Cagliari plaża Poetto jest obowiązkowym punktem do zobaczenia. Z kolei na północy plaża La Pelosa (niedaleko Stintino) jest podobno jedną z najpiękniejszych na całej wyspie!

Plaża miejska w Alghero

W samym Alghero jest też przyjemna plaża kilkoma barami z muzyką, w której można usiąść na drinka nawet późnym wieczorem. Jedynym minusem jest to, że poza sezonem wakacyjnym na plaży jest pełno zasuszonych alg, które wyrzuciło morze na brzeg. Świadczą one co prawda o czystości wody, ale jednak plaża nie wygląda przez to najlepiej. Na szczęście w wakacje jest sprzątana.

W okolicach Alghero polecam również Spiaggia di Maria Pia i Spiaggia di Mugoni (nieco wąska, ale piękna!). Wszędzie jest równie niebieska i czysta woda, w której już z daleka widać ryby.

Jak dojechać?

Lecieliśmy Ryanairem z Modlina, ale są też loty z Krakowa do Cagliari. Na lotnisku odebraliśmy auto i udaliśmy się do Alghero (około 230 km). Po wyspie można poruszać się również pociągiem Trenitalia (z Cagliari do Alghero jest bezpośrednie połączenie) oraz autobusami ARST.

Na północy poruszaliśmy się wszędzie autem. Ponieważ byliśmy przed sezonem, nie było większego problemu z parkowaniem, ale z każdym dniem ruch był większy. Podejrzewam, że w okresie wakacyjnym znalezienie wolnego miejsca przy plaży czy w mieście może być wyzwaniem.

Co zjeść?

Sardynia słynie przede wszystkim z hodowli owiec i owczego sera pecorino. Bez problemu można go kupić nawet w zwykłym supermarkecie. Oprócz tego popularny jest nieco nietypowy deser, właśnie z tym serem. Są to pierogi Seadas, smażone na głębokim tłuszczu i podawane na ciepło z miodem. Jeśli ktoś lubi takie połączenia, z pewnością będzie zachwycony. Na plażę zabieraliśmy Pane Carasau, czyli cieniutki chlebek, który wygląda jak naleśniki, ale jest przyjemnie chrupiący.

Za każdym razem, kiedy już jestem przekonana, że Hiszpania to moje ulubione miejsce na Ziemi i nie ma piękniejszego kraju, zaraz potem lecę do Włoch i… nadal nie potrafię dać jednoznacznej odpowiedzi 🙂

A jak jest z Wami? Team Hiszpania, czy team Włochy? 🙂 Gdzie planujecie tegoroczne wakacje?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *